Bunt dwulatka? Nareszcie!

20 miesięcy i się zaczęło! – Mama nie, Tata nie. JA! – najczęściej powtarzane słowa Laury. Ona nie idzie na spacer w wózku. OK. Idziemy na nogach.

Ona nie idzie na spacer w butach. OK. Idziemy boso.

Ona w ogóle nie idzie… OK siada na chodniku, ja czekam.

Brzmi znajomo?

Nie będę jadła zupy łyżką, tylko palcami, albo widelcem.

Nie założę pampersa. Nigdy już.

Nie oddam ci portfela. Ani telefonu.

Wszędzie zabieram swoją kołdrę. Nawet do wózka. I już.

Chcę i już.

Zaczął się u nas, a właściwie u Laury, podręcznikowy bunt dwulatka. Tak znienawidzony przez niektórych rodziców, którzy na forach pytają jak sobie z tym radzić i “okiełznać” dziecko. Co zrobić, by dziecko było grzeczne, wychowane, nie buntowało się?

Hmm. To nie są pytania, które chcę zadać. Gdy je słyszę, nasuwa mi się na myśl ten obrazek:

Bo czy właśnie nie do tego sprowadza się chęć “wychowania” dziecka przez wielu rodziców?

Dlatego ja powiem inaczej. Ja się z buntu mojego dwulatka baaaardzo cieszę!

Nareszcie jest!

Nareszcie moje dziecko pokazuje swój charakter!

Nareszcie nie da się jak cielątko prowadzić za rękę!

Nareszcie pokazuje swoje zdanie. Widzi, że ma wybór i dokonuje go.

Dlatego ja ten wybór mu daję i szanuję to. Jak chce siedzieć na chodniku, to niech chwile posiedzi. Chwilę? No dobrze, może nawet pół godziny. W końcu mu się znudzi. Mogę go zachęcać, przekonywać. Ale nie złamać. Ale oczywiście teoria teorią, ale ja sama pierwsza nie rzucę kamieniem. Nie raz już z braku przede wszystkim melisy, a poważnie mówiąc- zwykłej matczynej cierpliwości – zabierałam dziecko ze środka sklepu pod pachę, z krzykiem i płaczem.

Nikt nie mówi, że bunt dziecka jest łatwy dla rodzica. Ale nie poddaję się i uczę się każdego dnia szanować bunt mojego dwulatka.

Zobacz też:

Czytanie książek małym dzieciom

 

Nasze sposoby na katar u dziecka

Komentarze

comments