Chcesz mieć trójkę dzieci? Dziwna jakaś jesteś. 

Moja babcia miała 6 dzieci.
Nigdy się nad tym specjalnie nie zastanawiałam. Ok, mam dużo cioć i wujków. Na święta było tłoczna, głośno, fajnie. Ostatnio do mnie jednak to dotarło w pełni – Sześcioro dzieci. Sześć ciąż. Sześć porodów. Sześć noworodków. Sześć niemowlaków. Sześć razy więcej obowiązków. Sześć razy więcej chorób. Sześcioro dzieci do ubrania i wykarmienia.
666….
I co? Ubrała, odchowała, wykarmiła. I, uwaga, pracowała zawodowo! Ja nie wiem jak ona to robiła. Moja mama sama nie bardzo umie mi to wytłumaczyć. Dużo dzieci – to nie było nic niezwykłego. Katolicka rodzina, takie czasy – mówi.
A dziś co?
Masz jedno dziecko – O fajnie – mówią. – Ale kiedy drugie?
Masz drugie. – O super – mówią. – Optymalnie!
Masz trzecie. – Ooo odważna jesteś! – mówią. – Fajnie, ale przemyślałaś to..?
Masz czwarte? – Dziwna jakaś jesteś, naprawdę…. – mówią za plecami. – Wpadła pewnie, albo liczy na 500+.

TAK! Na pewno chodzi o pieniądze.

Duża rodzina nie jest w modzie

Jak czasy determinują liczbę posiadanych dzieci… A właściwie nie liczbę, tylko odbiór społeczny liczby posiadanego potomstwa. Z jednej strony kampanie rządowe i polityka prorodzinna zachęcają do powiększania rodziny. Co otrzymujemy?

  • Roczny urlop macierzyński. Moim zdaniem najlepszy benefit dla rodzica. Dla matki.
  • 500+. Abstrahując od czynników stricte ekonomicznych dla państwa, dla rodzica duży bonus, realne pieniądze. Zwłaszcza dla tych już wielodzietnych.
  • Ułatwienia pracownicze. Ochrona miejsc pracy dla ciężarnych, dla młodych rodziców, bonusy na karmienie, opieka na dziecko zdrowe, chore.
  • Program mieszkaniowy. Rodzina na swoim, MDM. Może nie determinują rodzenia dzieci, ale są ułatwieniem, tyle, że dla Kowalskiego dość jednak abstrakcyjnym.
  • Przedszkola i żłobki. Są. Narzekają, że mało miejsc. Nie znam sprawy za dobrze, ale słyszę, że jak się nie wybrzydza, to miejsca są (co nie znaczy, że to jest rozwiązanie jakieś).
  • Kartę dużej rodziny. Macie? Korzystacie? Z realnych korzyści korzystamy z wejścia do ZOO czy palmiarni 🙂

A mimo tego, liczba dzieci >3 w rodzinie raczej szokuje. Zmusza mnie to więc do refleksji, co obecnie i dawniej wpływało na liczbę dzieci, które chce posiadać małżeństwo?
Czy to względy ekonomiczne?
Czy światopoglądowe?
Czy emancypacja kobiet?
Czy wzrost świadomości/dostępności informacji na tematy związane z zapobieganiem ciąży/ciążą?

Nie umiem na te pytania odpowiedzieć generalnie. Chyba nikt nie może. Mogę tylko powiedzieć ze swojej perspektywy, że moja chęć posiadania rodziny uwarunkowana jest na pewno tym, co ja wyniosłam z domu rodzinnego, plus sytuacją ekonomiczną i warunkami mieszkaniowymi. Cieszę się natomiast, że mam tę świadomość i pewność swoich działań.

Duża rodzina to pojęcie względne
Jeśli zaciekawił cię ten artykuł, będzie mi miło, gdy POLUBISZ nas na Facebooku i będziesz obserwować nasze rodzinne perypetie.
Jeśli uważasz, że ten wpis może komuś się przydać – udostępnij go!

Zobacz także:

Co mi daje szczęście?

Komentarze

comments