Łowcy snów

Moje dzieci to zombi.
Dla nich noc to pora buszowania. Nabierają nowych sił, piją świeża krew i ruszają na łowy…
To są łowcy snow. Moich snów. 😊
Jak Natalia po 4 latach zaczęła zatracać cechy nadprzyrodzonych nocnych mocy i zaczęła jednak przesypiać czas między 21, a 6, tak Laura zaczęła iść w ślady starszej siostry i wykazywać oznaki dziecka zombi.. 😱

Przysięgam Wam, że wśród ostatnich 1600 nocy (jakieś 4,5 roku) w całości przesapłam nie wiecej niż 5.

Nie ma na nocy, bym nie wstawała… Tytu (cycuś), pić, siku, banana, przytulić, pośpiewać, pogłaskać…
I myślałam, że taka już dola matki, gdyby nie moje koleżanki, których dzieci wykazują jadnak oznaki snu przez 8 nieprzerwanych godzin…
Nie wiem, czy to przez karmienie piersią, wspólne spanie, przez mój czujny sen.. A może w moim mleku jest coś co powoduje bezsennosć, może to właśnie krew, którą żywią się moje małe zombi..
Zdążyłam się do nocnych wstawań nawet trochę przyzwyczaić. Kto by nie przywykł po 4 latach 😉
Są tego dobre strony. Sporo postów napisałam już w nocy, sporo spraw przemyślałam, sporo kalorii straciłam na lulaniu dzieci, no i polubiłam melisę.
I teraz, kiedy Laura z kołderką w ręce przydreptała do nas i o 4.10 zasnęła wtulona gdzieś pod moją pachą, właśnie teraz…
Ja się rozbudziłam.
A nadzieja na odzyskanie choć części dzisiejszego snu, złowionego przez moich wytrawnych łowców, o 4.10 legła (nomen omen) w gruzach..

Komentarze

comments