Miejsce, w którym spotkasz szczęście

Ostatnio odkryłam miejsce, a właściwie miejsca na ziemi, w których wszyscy się uśmiechają, przytulają, płaczą ze szczęścia i ze wzruszenia. Takie miejsce jest właściwie w każdym dużym mieście na świecie. Można tam przyjść zupełnie za darmo, nie ma biletów, nie ma ograniczeń. Można stanąć i patrzeć na szczęście ludzi wokoło. Takim miejscem jest… hala przylotów międzynarodowych na lotnisku.

Lotnisko w Gdańsku, czekamy na Gosię z Włoch

Czekając na Babi, która po 30-godzinnej podróży z Gold Cost w Australii, miała zaraz pojawić się na lotnisku Tegel w Berlinie, rozglądamy się dookoła. Nati i Laura, wstały tego dnia, a właściwie nocy, o 3 i dzielnie zniosły 3 h do Berlina. Teraz od godziny już czekamy na spóźniający się samolot z Singapuru.

W międzyczasie ląduje kilka innych międzynarodowych lotów. Oczekujący na rodziny stoją przy bramkach, przebierając nogami. Kika osób ma transparenty. Na jednym jest napisane „ANABEL WELCOME HOME 1.2017 – 6.2019” i dwójka starszych osób trzyma go z uśmiechem, ale też napięciem na twarzach. Starsza Niemka zagaduje mnie co chwilę, opowiadając, że czeka na przyjaciółkę, której nie widziała od 20 lat. Inna Pani ma żółte balony i kartkę z napisem „Angie <3”. Ktoś inny niebieskie balony z palemkami.

Tegel, Berlin, czekamy na Babi Gosię z Singapuru

Każdy ma tu swoją, niepowtarzalną i emocjonalną historię. Patrzę na nich, ich plakaty, ich twarze i pisze sobie w wyobraźni historie ich rozstań z ukochanymi i powrotów.

Wszyscy drepczą w miejscu,  przeskakują z nogi na nogę i patrzą na zegarki. Nareszcie z bagażami zaczynają wychodzić pasażerowie lotu z Singapuru. I zaczyna się festiwal szczęścia!

Gadżety powitalne

Okrzyki radości, przytulenia, padnięcia sobie w ramiona… W tym miejscu widziałam najdłuższe przytulenia ever. W końcu wychodzi, jak mniemam ANABEL, około 30-letnia blondynka w kucyku z plecakiem, i wtula się w ramiona rodziców z transparentem. Ryczą oni i ona, i ja i pewnie kilka innych osób przy barierkach. Ale zaraz kolejne osoby krzyczą i padają sobie w ramiona…

Ja wiem, że jest Skype, i Messenger i videorozmowy dostępne nawet z końca świata – nic jednak nie zastępuję uścisku i przytulenia. Wielkie emocje w ludziach i jakże pozytywne!

Nie mniejsze były, gdy w końcu widzę uśmiechniętą i opaloną moją Mamę!!! Dziewczynki od razu przestają wycierać podłogę na Tegel swoimi białymi leginsami i wstają na nogi! Gdy z Babi padamy sobie w ramiona – wkoło nas widzę pełno uśmiechów obcych ludzi, ktoś podchodzi do nas i klepie Babi po ramieniu „ They wait for you so long time”. Szczerze mówiąc, w tym momencie przestaje zwracać uwagę na innych i skupiamy się już tylko na sobie…

Hala przylotów międzynarodowych w Terminalu C na Tegel jest szara i brzydka.

Chyba nikt jednak tego nie zauważa. Tyle tu uśmiechu i szczęścia, że nie patrzy się już na nic innego..

Poznań, odbieramy Gonię z Islandii

Komentarze

comments

Dodaj komentarz