Rodzinne antagonizmy – dzielą, czy poszerzają horyzonty?

Ja głosowałam na PO, mąż na PIS. Moja mama jest weganką, ja uwielbiam burgery. Moja siostra jest przeciwko obowiązkowym szczepieniom, ja za. Patrząc w niebo jedni z nas szukają Boga, a inni UFO 🙂 Konfliktów w rodzinie mamy dużo więcej. Kłótni, dyskusji i swoich racji co niemiara. I to nie tylko przy okazji spotkań rodzinnych. Szerujemy sobie linki na facebooku, podsyłamy mailem artykuły, kupujemy w prezencie książki, których nikt nie czyta. Obrażamy się czasem na tygodnie i miesiące… Tak to własnie wygląda u nas.

 

I choć każdy trwa przy swoich argumentach, przedstawia swoje źródła, swoje racje. Ale wiecie co? Po kliku tygodniach, czasem miesiącach, a nawet latach, może nie umiemy sobie wprost powiedzieć “Wiesz, miałeś rację”, ale bełkoczemy pod nosem, że “wiesz, po części się z  Tobą zgadam”..

Bo te argumenty, które tak w zacietrzewieniu odrzucamy, to czy tak rzeczywiście one po nas spływają? Czy te kłótnie dzielą nas tak naprawdę? Dozgonnie?

Jeśli do konfliktów i kłótni w rodzinie podejdziemy emocjonalnie – ok, to normalne. Nie zawsze jednak oczywiście nasze antagonizmy objawiają się w kłótniach. Wyrażają się w innym stylu życia, ubierania się, w literaturze i filmie. Często siebie nie rozumiemy. Czasem na siłę chcemy przekonać kogoś z rodziny, że coś jest lepsze, ale nie dlatego, by “wygrać”. Ale dlatego, że chcemy na drugiej osoby jak najlepiej. Bo te nasze kłótnie wynikają właśnie z naszej miłości 🙂

Trzeba przyznać, że gdzieś tam w głębi ducha słowa zostają i kołaczą w głowie… “Może to mięso jednak nie jest takie wspaniałe…Może nie zostanę weganką, ale może znajdę więcej alternatyw bezmięsnych.. Może UFO rzeczywiście istnieje..Może naturalne antybiotyki też są skuteczne…” Oczywiście nie jest sztuką być jak chorągiewka i podążać mainstreamowo za trendami. Ale warto być otwartym na argumenty. Podobno tylko krowa nie zmienia zdania 🙂

Przysłowiowe rodzinne kłótnie przy stole, u nas wcale nie są przysłowiowe. Jesteśmy szczerzy, czasem chyba za, i umiemy powiedzieć co nas wkurza. Owszem, kłócimy się głośno. Obrażamy. Po tygodniu jednak dzwonimy “Co tam? Co tam?” A po dwóch już spotykamy się “bo dzieci chciały”.. I to jest fajne!

I patrząc na to z perspektywy – burzliwe dysputy poszerzają nam horyzonty. A dzielą tylko na chwilę 🙂

Jest jednak jeden temat tabu w mojej rodzinie. Nie rozmawiam z mężem o polityce (patrz zdanie nr 1). Skończyłoby się to jednak podziałem.

Majątku.

 

Komentarze

comments

Dodaj komentarz