Survival Race Kids – wooow

Trochę z przekory, trochę z zazdrości, trochę ulegając trendom – zapisałam Nati na Survival Kids Race.

Przygotowania w toku.
I własną rozgrzewka.

To była najlepsza decyzja, jaką ostatnio podjęłam. Gorzej było tylko z godziną, bo pomyliłam i Nati jako 4-latek wystartowała z 10-letnimi dziećmi…! Byłam tak zaaferowana zawodami, że nawet na wzrost współzawodników nie zwróciłam uwagi. Dopiero jak po 10 minutach pojawiła się ostatnia w połowie trasy, przeraźliwie zmęczona i brudna, coś mi zaczęło nie grać. Na szczęście tata biegł razem z nią i czuwał.

Przeszkody na trasie nie należały do łatwych.
Na mecie wyczerpanie i szczęście.

Na ostatnich metrach Nati dostała takiego speeda, że ja jej nie mogłam dogonić. Spikerka zaanonsowała ją jako pierwszą, a faktycznie była ostatnia z poprzedniej grupy.

Wody, wody, wody..
Medal! Duma!

Wynik w ogóle się nie liczył. Nati była szczęśliwa i dumna. Z medalu i bransoletki. W drodze powrotnej, pod wpływem adrenaliny, zaliczyła jeszcze 3 razy park linowy i 10 razy powiedziała, że fajny był ten wyścig…

Do zobaczenia zatem za rok na Survival Kids Race!

Komentarze

comments