Mój dom, czyli świątynia footballu.

Od tygodni już cali jesteśmy w nerwach przed Mistrzostwami Świata w Rosji. Tabele wypełnione, wyniki obstawione, wizyty u dentysty odwołane. Piłka nożna to pasja, którą ja – kobieta, mam w sercu od lat.

Już jako kilkuletnie dziecko pytałam tatę, w których koszulkach to nasi i za którymi jesteśmy. Nie rozumiałam, dlaczego tak zacięcie walczą wszyscy o puchar, którego nawet nie mogą wziąć na własność! 🙂

Piłka nożna – pasja od dziecka

Za reprezentacją zjeździłam tysiące kilometrów. Byłam z ojcem na Wembley, kiedy to Scholes strzelał nam bramki nogą, głową i ręką.. Byłam sama w Oslo na Ulevall, kiedy to przez zamieszki na trybunach o mało nie wypadłam za barierki… Z Wojtkiem już jeździliśmy na mecze do Chorzowa, Warszawy, Bydgoszczy. Z przyjaciółką w podstawówce, zamiast plotkować o chłopakach, oglądałyśmy w łóżku finał Ligii Mistrzów. Moja pasja, którą zaszczepił mi ojciec, trafiła więc na podatny grunt. I trwa do dziś.

Moja pasja do piłki nożnej trwa od dziś

Tę samą pasję chcę zaszczepić moim dzieciom. Więc dla mnie normalne jest to, że dzieci oglądają z nami mecze i krzyczą Poooolska Biało- Czerwoni! Albo Lech! Lech! Bo męża mam poznaniaka – i wszystko jasne 🙂

Moje dzieci kibicują od najmłodszych lat

Mój pierwszy poważny mecz w życiu to był od razu wyjazd z grubej rury – na Wembley. Miałam 17 lat i jakimś cudem ubłagałam tatę, żebyśmy pojechali na tą wycieczkę. I cud się zdarzył. Uszyliśmy flagę szeroką na 6 m z napisem SŁUPSK, przygotowaliśmy gadżety w kolorach reprezentacji i ruszyliśmy autokarem do Londynu. Podróż kilkadziesiąt godzin w towarzystwie pijanych kibiców może nie była największa przyjemnością w życiu, ale ta atmosfera i otoczka – to robiło wrażenie.

Wojtek był na meczu dużo dużo wcześniej, bo ojciec zabrał go na Lecha, gdy miał 6 lat. Mówi, że wynudził się strasznie. Zapewne to prawda, ale może właśnie to wydarzenie sprawiło, że dziś jest takim fanatykiem footballu i dzięki temu był godnym kandydatem na męża mojego 😉

Kilka dni temu był w Poznaniu mecz Polska – Chile. Zaczynał się o 20.45 i stwierdziłam, że to za późno dla Nati i poszłam sama. Ale gdy siedziałam na trybunach i w koło biegało pełno 5-, 6-latków, żałowałam, że jej nie wzięłam…. Teraz na reprezentacji w meczach u siebie jest naprawdę rodzinna atmosfera (trochę przekłada się to na kibicowanie).

Niemniej moje dzieci mają już debiuty stadionowe za sobą. Co prawda na sparingowych, piknikowych meczach, ale bardzo dobrych na oswojenie się ze stadionem.

Najmłodsza na stadionie

I z tą pasją w sercu czekamy dziś na święto footballu! Bo nasz dom to właśnie świątynia footballu, w której modlimy się wszyscy razem. Bez względu na płeć i wiek.

Do BOJU POLSKO!

Jeśli zaciekawił cię ten artykuł, będzie mi miło, gdy POLUBISZ nas na Facebooku i będziesz obserwować nasze rodzinne perypetie.
Jeśli uważasz, że ten wpis może komuś się przydać – udostępnij go!

Zobacz też:

Podróż z dzieckiem w samolocie

Komentarze

comments