Gdy szpital staje się koszmarem dziecka i rodzica…

Szpital na Krysiewicza, oddział Nowowiejskiego w PoznaniuGdy 30 lat temu moja 6-letnia wówczas siostra leżała w szpitalu na zapalenie płuc, pamiętam jak przez mgłę, jak stałam z mamą na chodniku i machałam do niej, gdy stała w szpitalnym oknie. Dziś nie potrafię sobie tego wyobrazić, by małe dziecko przebywało w szpitalu bez rodzica. Trauma spowodowana zastrzykami, lekami, badaniami. Nie łudźmy się, że ktoś z moją siostrą się pobawił, przytulił. Może jakaś pielęgniarka powiedziała jej coś miłego. Może. Ona dziś tego nie pamięta. Wyrzuciła to ze świadomości. Na szczescie.

Dziś mamy ten KOMFORT, że możemy przy dziecku w szpitalu być cały czas. W dzień i nocy. Bo ktoś pomyślał o aspektach psychologicznych, ktoś zrobił badania o wpływie stresu na powrót do zdrowia, bo świat stał się wrażliwszy. Dzięki Bogu.
Świadomie i na przekór użyłam słowa KOMFORT. Mój kilkudniowy pobyt z Laurą na Oddziale Dzieci Młodszych w Szpitalu ul. Nowowiejskiego w Poznaniu był zdecydowanie daleki od jakikolwiek wygód. Źle napisałam. Daleki od jakichkolwiek STANDARDÓW.

Clipboard01 IMG_20180117_102146

Wiedziałam, że będzie źle. Bo znajomi koczowali tam już kilka razy. Bo czytałam opinie w necie. Opinie sprzed kliku lat. Nic przez te lata się nie zmieniło. W sali 20 m kw, cztery łóżeczka, cztery szafeczki, cztery krzesła, zlew i wanienka. Do tego 4 – 8 osób dorosłych, czwórka dzieciaczków, każde z inną diagnozą. Publiczne badanie dzieci, publiczne rozmowy lekarzy z rodzicami, publiczne mycie, przewijanie kup. Uśpisz dziecko, a tu płacze drugie. A teraz trzecie i czwarte. Ten pali światło, ta rozmawia o 3 w nocy. I chociaż śpisz na podłodze na karimacie, wiesz, że możesz to wszystko znieść, byle tylko Twoje dziecko czuło, że ma cię na wyciągnięcie ręki. Że nie jest samo, że może się przytulić, że mama wcale go nie zostawiła…

Pokój dla 4 chorych dzieci i ich rodziców

Drugiej nocy jednak łamiesz się. Ryczysz razem z dzieckiem, bo siły cię opuściły, bo adrenalina spadła. Bo zaczynasz zauważać syf dookoła ciebie i zaczynasz się buntować. XXI w., PKB podobno najwyższe od lat, dobra zmiana, jedno z najbogatszych miast w Polsce. A ja moje dziecko w nocy karmię piersią na szpitalnej podłodze, między zlewem, a butami innej zdesperowanej matki.

 

I wszyscy Ci mówią, no tak to straszne, ale tak już jest i kiwają smutno głowami.
A ja mówią LUDZIE, ALE NIE MOŻEMY SIĘ NA TO GODZIĆ. To nie jest normalne. To jest ZŁE!!!
Ja rozumiem, że brak funduszy, ale zarządzaniem można dużo.
Bo wie Pani, Owsiak kiedyś nam dał łóżka dla rodziców, ale były za duże i nie zmieściły by się do tych sal….
Ręce opadają… Abstrahując już od pieniędzy państwowych… A nie można inaczej, nie można mniejszych zamówić? Nie można znaleźć sponsorów? Nie można zrobić publicznej zrzutki? Nie można?! Trochę energii, dobrej woli pomysłów. Ale to musi wyjść od zarządcy, musi być dobra wola. Nie można załamywać rąk i mówić, potrzeba więcej pieniędzy od marszałka, od rządu. Oczywiście, że tak. Ale trzeba WALCZYĆ.

Nie można przyzwyczajać się do złych rzeczy i traktować je jak standard.

Zwłaszcza, że niektóre miasta i szpitale mogły! Piszecie mi w komentarzach o tym i pokazujecie zdjęcia! Świetnie. Ale niestety nie jest to powszechne, by oddział dziecięcy zapewniał minimum komfortu i przestrzeni dziecku i rodzicowi. I do cholery, by znalazł się tam choć zwijany materac.
Jedyne co mogę powiedzieć pozytywnego o tym oddziale na Nowowiejskiego w Poznaniu (to oddział tzw. Szpitala na Krysiewicza), to kadra. Lekarze i pielęgniarki, którzy przymykają oko na walizki na ziemi i na rozłożonych między nimi rodziców. To ludzie, którzy potrafią zrobić zastrzyk dziecku, gdy karmisz je na podłodze, tak żeby się nie obudziło. To lekarze, którzy wytłumaczą, podyskutują pół godziny o szczepieniach, wytłumaczą jaki kupić nebulizator. To pielęgniarki, które zagrają meczyk z dzieckiem na komórce i pogłaszczą po główce. Tutaj naprawdę nie mogę powiedzieć nic złego.

Kuchnia oddziałowa Wspólna dla kilkudziesięciu osób.. Łazienka...
Niemniej szpital to zawsze stres, trauma, walka z chorobą, znaną lub nieznaną, a do tego pogłębioną przez warunki, w których przebywasz. A dziecko czuje Twoje emocje, lepiej niż myślisz.
Nie możemy się na to godzić. Musimy o tym mówić, sprzeciwiać się!

CHCĘ GODNYCH WARUNKÓW DLA DZIECKA I RODZICA W SZPITALU!!!!!!

Jeśli zaciekawił cię ten artykuł, będzie mi miło, gdy POLUBISZ nas na Facebooku i będziesz obserwować nasze rodzinne perypetie.
Jeśli uważasz, że ten wpis może komuś się przydać – udostępnij go!

Dzieli ich 89 lat, a są kumplami

Komentarze

comments