Śmierć psa – trudny czas dla rodziców i dziecka

Mozart był biszkoptowym labradorem. Był u nas odkąd skończył 7 tygodni. Uczyliśmy go dyscypliny przez 11 lat, sukcesem po kilku latach było to, że czasem zatrzymywał się na słowo „stój” . Był wariatem, pełnym energii, pełnym pasji do życia. Zawsze wierny, zawsze radosny, kochał nas nawet, gdy my chwilowo przestawaliśmy kochać jego. Nigdy nie okazał agresji. W kontaktach z noworodkiem, czy niemowlęciem – ufałam mu całkowicie.
Odszedł w momencie, gdy wydawało nam się, że w końcu ma złotą emeryturę, wielki ogród, łąki i las. Niedługo się tym nacieszył. Odszedł niespodziewanie w cichym cierpieniu. Ratowaliśmy go przez 3 dni, ale to była beznadzieja walka. Uśpiliśmy go 28 lutego 2020 roku.

Śmierć psa – jak powiedzieć dziecku?

Natalia znała go od urodzenia. Przez ponad 6 lat był jej bratem. Bawiła się z nim, gdy nie miła młodszej siostry. Mozart cierpliwie znosił zabawy w lekarza, ciągnięcie za ogon, czy ucho… Gdy musiałam Natalii powiedzieć, że Mozart już nie wróci od weterynarza serce mi się krajało. Nie mogłam czekać na sprzyjające okoliczności. Wzięłam ją z przedszkola na krótki spacer i prosto z mostu powiedziałam, że Mozart umarł…
Poryczałyśmy się obie, potem to samo z Laurą, która mimo swoich 3 lat, zrozumiała powagę sytuacji i też bardzo się smuciła… Nie uważam, by w takiej chwili wymyślać eufemizmy. Trzeba stanąc twarzą w twarz ze słowem „umarł”, „śmierć”. Dzieci musza wiedzieć co się stało.

Symboliczne pożegnanie przyjaciela

Chciałam, byśmy jakoś symbolicznie pożegnali się z naszym psem. To psychologicznie podobno wskazane, by zakończyć pewien etap. Kupiliśmy biały balonik z helem. Dziewczynki narysowały dla Mozartka rysunki, o wspólnych chwilach, które z nim spędziły. Przyczepiliśmy te rysunki do wstążeczki na baloniku i wysłałyśmy mu je do nieba.
Dziewczyny cieszyły się, że Mozart je dostanie. Rozmawialiśmy czy biega sobie teraz po chmurkach w niebie, czy gryzie kije, czy ma tam inne psy do zabawy…

Biały balonik zaniósł rysunki do nieba

Czas leczy rany

Minął tydzień. Dziewczynki żyją normalnie, nie mają traumy. Laura raz obudziła się w nocy i pytała, czy Mozart nie żyje… My, dorośli przeżywamy to trochę inaczej. Nie wiem, czy bardziej, jest właściwym słowem, ale może bardziej świadomie. Zdawaliśmy sobie sprawę, że pożegnamy go prędzej czy później, ale nagłość tej sytuacji i sam jej fakt przygnębił nas bardzo. Mi osobiście pomogło to, że podzieliłam się smutną wiadomością na Facebooku i wśród znajomych… Wsaprcie innych zawsze dodaje nowych sił.

Żegnaj Mozart – byłeś cudownym przyjacielem. Czekaj tam na nas!

Komentarze

comments

Dodaj komentarz